Pizza z ogniska z pomidorami, fasolką i czubrycą

Piekarnik zaniemógł, więc zrobiliśmy pizzę i duże pierogi (podobne do włoskich calzone) na ognisku. Pizza wyszła pyszna, pulchna, pięknie opalona, jakby przewiana wiatrem, zapachem drewna i traw. Na wielkiej blasze upiekliśmy też duże pierogi i nafaszerowaliśmy je pysznościami. Przepis na pierogi wrzucę za kilka dni, tymczasem wrzucam przepis na pizzę.

Fot. Adam Cisowski

Składniki na ciasto:

  • 2 dag drożdży
  • ½ łyżeczki cukru
  • ½ łyżeczki soli
  • ½ szklanki wody
  • 8 łyżek oliwy
  • 2 szklanki mąki pszennej (lub więcej)
  • Ulubione przyprawy (np. zioła prowansalskie, zielona czubryca)

Przygotowanie ciasta:

Drożdże i cukier zalej przegotowaną, lekko ciepłą wodą i dokładnie wymieszaj. Posyp odrobiną przesianej mąki, by proces fermentacji przebiegał sprawniej. Odstaw na 30 minut. Gdy rozczyn będzie gotowy, dodaj go do przesianej mąki a następnie posól. Zacznij wyrabiać ciasto, a później stopniowo dodawaj oliwę. Wyrabiaj minimum 15 minut, mocno uderzając ciastem o blat. Jeśli chcesz, dodaj ulubione przyprawy: zioła prowansalskie albo czubrycę. Przykryj ściereczką i odłóż w ciepłe miejsce. Gdy ciasto urośnie uformuj z niego mini-pizze. Możesz zrobić też wałeczki albo warkocze z ciasta i przykleić je do placków.

Fot. Adam Cisowski

Dodatki:

W osolonej wodzie ugotuj fasolkę szparagową. Jeśli chcesz, żeby była bardziej chrupiąca dodaj do wody pół łyżeczki cukru. Do szklanki wlej 2 łyżki oliwy, dodaj 2 ząbki czosnku przeciśniętego przez praskę oraz sól, pieprz i zieloną czubrycę. Wysmaruj mini-pizze oliwą (nie żałuj sobie), a następnie ułóż pomidorki koktajlowe oraz fasolkę. Posyp solą i czubrycą. Jeśli chcesz – dodaj mozarellę lub parmezan. Piecz na ognisku lub w piekarniku Jeśli będziesz piec w piekarniku, najlepiej w 220 st. C przez około 10-15 minut.

Fot. Adam Cisowski

Fot. Adam Cisowski

 

 

Przepis na puder sosnowy

Niedawno w moje ręce wpadła fantastyczna książka Małgorzaty Drożdż pt. Smakowite Drzewa. Uwielbiam przebywać w lesie, a Adam wciąż opowiada mi nowe „leśne” historie. A to o borsukach, a to o czarnych bocianach, a to o drozdach, które można rozpoznać po kropkowanym brzuszku. Nigdy jednak nie sądziłam, że las, a właściwie drzewa… można zjeść. Tymczasem autorka przekonuje, że z nasion, liści, kambium, kwiatów i pąków polskich drzew można zrobić świetne potrawy, przystawki, nalewki, dżemy i inne cuda. Jasne, że trzeba pewne rzeczy jeść ostrożnie – nigdy nie wiadomo, czy nie jesteśmy uczuleni na pewne produkty. Jasne, że nie wszystkie leśne przysmaki będą nam odpowiadać, tak jak nie wszystkie leśne drzewa (czy też ich części) będą jadalne, ale spróbować warto. Ja zaczęłam od sosny.  

Gofry ze śmietanką, pudrem sosnowym i owocami. Fot.: Adam Cisowski

Okazuje się, że z sosny można zbierać i „przerabiać” prawie wszystko – pąki zimowe, młode pędy, kwiatostany męskie, pyłek, igły, kambium (czyli tę część, która znajduje się tuż pod korą), zielone szyszki, nasiona czy żywicę. Sosna działa bakteriobójczo, przeciwzapalnie, rozgrzewająco, wykrztuśnie (podczas przeziębienia często pije się syrop sosnowy), ale też przeciwskurczowo.

Truskawki z mascarpone i pudrem sosnowym. Fot. Adam Cisowski

W książce Małgorzaty Drożdż znalazłam przepis na puder sosnowy (cukier zmiksowany z igłami sosny) i sól sosnową. Zaczęłam od pudru. Najpierw Adam zebrał piękne sosnowe igły (które mają mnóstwo witaminy C, ale lubią też akumulować zanieczyszczenia powietrza, dlatego lepiej zbierać je na wsi, w lesie, a nie w rejonie miejskim, a tym bardziej mocno uprzemysłowionym). Do młynka, w którym mielę kawę dałam trochę cukru i kilkanaście igiełek sosny a następnie zmiksowałam. Co prawda po takim miksowaniu młynek trzeba dokładnie umyć lub wytrzeć (zmiksowana sosna, ze względu na olejki eteryczne, zostawia tłustawy osad na ściankach), ale zapach, który wydziela się z młynka jest obłędny! Tak przygotowanym pudrem można posypać słodkie desery. Ja zrobiłam gofry z bitą śmietaną, owocami i pudrem sosnowym, truskawki z serkiem mascarpone i pudrem oraz białą czekoladę ze świeżymi owocami (malinami i borówkami) oraz sosnowym aromatem. Niebo w gębie!

 

Fot. Adam Cisowski

Fot. Adam Cisowski

 

Oto Stacja LAS!

Drodzy miłośnicy jedzenia, pięknych fotografii i kulinarnych stylizacji. Przedstawiam Wam Stację LAS, czyli nową markę, którą powołaliśmy do życia z Adamem Cisowskim. Dla kogo? Dla wszystkich, którzy uwielbiają dobre jedzenie. Cenią chrupiącą skórkę chleba, rozpływające się w ustach mięso, sok ze świeżych owoców, krem czekoladowy i lody z prawdziwą śmietaną.

Co będziemy robić?

  • Sesje fotograficzne o charakterze kulinarnym (właściwie już je robimy) dla restauracji, pubów, klubów, winiarni, kawiarni, piekarni i producentów żywności
  • Aranżacje i stylizacje kulinarne, których często na fotografiach brakuje
  • Teksty i reportaże o charakterze kulinarnym, by tworzyły całość ze zdjęciami i filmami wyprodukowanymi przez nas
  • Eventy kulinarne i… całą masę innych rzeczy.

Poznajcie Stację LAS, a jeśli chcecie wiedzieć jak powstała – zapraszam do krótkiego wpisu poniżej. Jedno jest pewne: marzenia się spełniają, ale pod warunkiem, że się o nie walczy i nie odpuszcza. Łatwo jest stracić wiarę po trzydziestym mailu, na którego nikt nie odpisał, ale nie tędy droga. Jak było z nami? Przeczytajcie!

Fot. Adam Cisowski (www.adamcisowski.pl)

Najpierw było jedzenie i książka

Zaczęliśmy od książki Jedzenie przyprawione lasem, która ukazała się pod koniec ubiegłego roku. W publikacji znalazło się 65 zdjęć Adama i odpowiednio – 65 przepisów i aranżacji przygotowanych przeze mnie. Dziś wiemy, że książka wyprzedała się na zero, a my rozpoczęliśmy pracę nad kolejną. Wtedy cieszyliśmy się samym tworzeniem. Wszystkie zdjęcia robiliśmy na Mazurach. W lesie, na pomostach, plażach, polanach, na drewnianych krążkach, albo na kocu. Chcieliśmy pokazać nie tylko jedzenie, ale przede wszystkim klimat, zieleń, spokój, naturę. Jasne, że brodziliśmy po pachy w błocie, by donieść zupę rybną na pomost. Jasne, że żarły nas komary 24h. Jasne, że chodziliśmy głodni (w to nikt nie wierzy, ale tak było), bo zanim zrobiliśmy zdjęcia minęło kilka godzin, a jedzenie było zimne, suche i w mrówkach lub biedronkach. Zrobiliśmy łącznie 7000 zdjęć (sama w to nie wierzę) i wybraliśmy 65. To była niesamowita przygoda.

Fot. Adam Cisowski

Później dostaliśmy rubrykę kulinarną w Lounge Magazyn

Promowaliśmy książkę, organizowaliśmy spotkania autorskie i cały czas dziwiliśmy się, że ktoś chce korzystać z moich przepisów, haha (żarcik, żarcik). W pewnym momencie mieliśmy tak dużo nowych zdjęć i pomysłów na dania, że zaczęliśmy je opracowywać w formie odcinków publikowanych w Lounge Magazyn. Naszą rubrykę nazwaliśmy „Las na talerzu”. Czy wszystko było takie piękne i kolorowe jak w tym opisie? Nie. Czy chcieliśmy się zabić po drodze sto razy? Tak!

Lounge Magazyn, odc. 5

Początki Stacji LAS

W pewnym momencie okazało się, że nasze zdjęcia wyskakują z lodówki (za co serdecznie przepraszamy), a my publikujemy je na blogu, w gazecie i mediach społecznościowych. Zaczęły zgłaszać się do nas firmy, kawiarnie i restauracje, byśmy zrobili dla nich zarówno zdjęcia, jak i aranżacje. Pierwsze sesje zrealizowaliśmy w moim rodzinnym Rzeszowie, kolejną (w piekarni) planujemy w Warszawie, jeszcze kolejną (w pizzerii) na Mazurach. Aby móc realizować sesje zdjęciowe dla klientów (a nie tylko na nasze potrzeby) powstała Stacja LAS.

Zajrzyjcie na naszą stronę i do portfolio, napiszcie co Wam się podoba, a co warto byłoby zmienić i co najważniejsze: jeśli znacie firmę lub restaurację, która potrzebuje dobrych zdjęć kulinarnych dajcie jej o nas znać! Odwdzięczymy się czymś pysznym.

Jedna z naszych realizacji pod szyldem Stacja LAS. Zdjęcia: Adam Cisowski, stylizacja: Aga Żelazko

Jedna z naszych realizacji pod szyldem Stacja LAS

Jedna z naszych realizacji pod szyldem Stacja LAS

Jajko sadzone z groszkiem, boczkiem i grzankami

Gdy Wasza teściowa, szefowa lub dawno niewidziana koleżanka oznajmi, że wpada na śniadanie, a Wy będziecie mieć w lodówce tylko światło, ewentualnie suchy chleb, kawałek boczku i jajko… może przyda Wam się ten przepis. Właściwie to nie przepis, a propozycja podania, bo samo przygotowanie jest dziecinnie proste. Niestety poza jajkiem, boczkiem i chlebem, przydałoby się też coś zielonego np. groszek, bób lub szparagi.

Fot. Adam Cisowski

W tym daniu najfajnieszy jest sposób podania. Jajko lub jajka otoczone „wiankiem” z boczku, grzanek, groszku (ewentualnie bobu lub ugotowanych i pokrojonych szparagów). Do tego karbowana sałata i inne dodatki, jeśli macie. Dobrze komponuje się też jajko w koszulce, ale nie wygląda już tak malowniczo.

Fot. Adam Cisowski

Przepis:

Chleb pokrój w kostkę, przełóż do naczynia żaroodpornego, polej oliwą, posól, posyp ulubionymi przyprawami (ja dodaję tylko odrobinę słodkiej papryki) i ustaw piekarnik na 200 st. Zapiekaj, aż się przyrumieni. Świeży groszek podgotuj w lekko osolonej wodzie. Boczek pokrój w kostkę, podsmaż. Do boczku dodaj groszek i grzanki wymieszaj. Na talerzu ułóż sadzone jajko i mieszankę boczku, groszku oraz grzanek. Całość posyp parmezanem (jeśli lubisz) i świeżo mielonym pieprzem. Mrugaj do szefowej, teściowej lub koleżanki, uśmiechając się z zadowoleniem 🙂 Smacznego!

Fot. Adam Cisowski

 

 

Wiosna w kotle, czyli orientalny gulasz z kociołka

Wiecie co najbardziej lubię wiosną i latem? Mazurskie uczty pod gołym niebem. Stół ustawiony pod drzewem, naczynia z różnych kompletów, sztućce nie do pary, jedzenie palcami. Błogi spokój. Najbardziej jednak lubię ogniska i grillowanie. Dlatego mam dla Was kilka pomysłów na dobre marynaty (z Burbonem, kawą lub miodem) i przepis na orientalny gulasz z kociołka. Let’s grill.

Wiosna w kotle! Fot. Adam Cisowski

Pamiętajcie, że każda marynata to mieszanka trzech żywiołów. Pierwszy z nich to kwasowość, a więc wszystkie produkty takie jak wino, ocet, sok z cytryny, które sprawią, że mięso będzie kruche i miękkie. Drugi żywioł to olej, potrzebny do konserwacji, jak i obróbki cieplnej. Trzeci – smak, czyli wszelkiego rodzaju przyprawy, świeże zioła i inne dodatki. Moją ulubioną marynatą jest ta z burbonem. Wystarczy wymieszać 1/2 szklanki Burbona (trochę szkoda – wiem), 5 łyżek sosu sojowego, 3 łyżki miodu, 2 łyżeczki oleju sezamowego, 3 przeciśnięte przez praskę ząbki czosnku i trochę posiekanej papryczki chili. Ja lubię jak marynata ma słodki posmak, więc można dodać odrobinę miodu… albo dżemu pomarańczowego. Wtedy smakuje obłędnie dobrze. Ta marynata jest dobra do wołowiny i wieprzowiny, ale do kurczaka pasuje coś delikatniejszego np. mieszanka miodu (2 łyżki), oleju (3 łyżki), cytryny (pół), musztardy francuskiej (1 łyżka), czosnku (3 ząbki) oraz przypraw: soli, pieprzu, papryki słodkiej i ostrej. Lubię też marynatę z kawą, choć po grillowaniu nie wyczuwa się mocnego aromatu kawy, raczej delikatną goryczkę, która sprawia, że mięso jest „wytrawne”. Aby ją przygotować należy wymieszać esencję kawy (filiżankę espresso lub 1/4 szklanki mocnej, zaparzonej wcześniej kawy rozpuszczalnej), 2 łyżki octu balsamicznego, 2 łyżki oliwy, 2 łyżki miodu, pieprz, sól i pół łyżeczki cynamonu. Okej, koniec o marynatach, czas na przepis. Orientalny gulasz z kociołka możecie zrobić z każdego rodzaju mięsa, ale najlepiej smakuje wieprzowina lub dziczyzna. Dobrze, jeśli mięso jest przerośnięte tłuszczykiem. Wtedy rozpływa się w ustach.

Fot. Adam Cisowski

Orientalne mięso z kociołka

Składniki:

  • 2,5 kg mięsa (wieprzowiny lub dziczyzny)
  • ½ szklanki czerwonego wina do marynaty (ale miejcie przy sobie więcej, by później dolać do kociołka)
  • 5 łyżek oliwy
  • 3 łyżki octu balsamicznego
  • 3 łyżki miodu
  • 1 łyżka mielonego kuminu
  • Pół łyżki mielonej kolendry
  • 1 łyżeczka ostrej papryki
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 6 ząbków czosnku (przeciśniętych przez praskę)
  • 3 duże czerwone cebule
  • 2 czerwone papryki
  • 2 żółte papryki
  • 1 cukinia
  • 1 seler naciowy, pół selera zwykłego
  • 5 dużych ziemniaków
  • 1 puszka pomidorów w zalewie
  • ½ kostki masła
  • Liście kapusty (do wyłożenia kociołka)
  • Opcjonalnie: odrobina świeżego rozmarynu do smaku

Fot. Adam Cisowski

Przygotowanie:

Z kociołkiem jest tak, że co się do niego włoży, to będzie dobrze 🙂 Więcej mięsa? Okej. Inne składniki? Okej. Więcej lub mniej przypraw? Okej. Poeksperymentujcie wg. własnego uznania. Proporcje mogą być różne.

Mięso pokrój jak na gulasz i zamarynuj go przynajmniej 10 godzin wcześniej. Aby przygotować marynatę wymieszaj wino, oliwę, ocet balsamiczny, miód, czosnek i przyprawy. Połącz mięso z marynatą, przełóż do szklanego naczynia, wstaw do lodówki na całą noc. Żeliwny kociołek (odpowiednio wypalony i przygotowany do gotowania) posmaruj tłuszczem (olej, smalec), wyłóż obficie liśćmi kapusty. Gdy wyłożysz kapustą wlej na dno trochę oleju, wkrój kilka kawałków masła i dodaj odrobinę marynaty, w której moczyło się przez całą noc mięso. Dno kociołka wyłóż też pokrojonymi w grube plastry ziemniakami (bez obierania), na to wyłóż mięso razem z marynatą, a następnie pokrojone warzywa. Wymieszaj całość w taki sposób, by nie „zruszyć” ziemniaków i kapusty. Podlej odrobinę winem, a na górę wkrój jeszcze kilka kawałków masła. Kociołek wstaw do ogniska, ale tylko wtedy, gdy ogień przygaśnie i będzie tlił się żar. Gotuj ok. 2h (w zależności od mocy ognia/żaru). Smacznego!

Fot. Adam Cisowski

 

Placek a’la chaczapuri z kurczakiem, czerwoną kapustą i sosem paprykowym

Gdy powiedziałam w domu, że robimy chaczapuri, wszyscy zaczęli śmiesznie przekręcać nazwę. Chaczupiksu? Puczichatsu? Maczupiksu? Śmiejcie się, pomyślałam, a później i tak będziecie jeść, aż się uszy będą trzęsły! Nie pomyliłam się.

Fot. Adam Cisowski

Standardowe chaczapuri ma w cieście jogurt, a wewnątrz jajko, ser lub inne dodatki. Ja postanowiłam zrobić chaczapuri na cieście podobnym do pizzy (składniki właściwie te same, jedynie dużo więcej oliwy, przez co ciasto jest bardziej kruche), a zamiast „nabiałowych” dodatków dorzucić kurczaka, zamarynowaną dzień wcześniej kapustę, sos tatarski i sos z czerwonej papryki. Ten ostatni jest jednym z najlepszych elementów tego dania. Trudno nazwać go też typowym sosem, ponieważ składa się z drobniutko posiekanych: cebuli, czosnku, papryki, i kolendry. Trzeba go przygotować wcześniej, doprawić i potrzymać całą noc (albo i więcej) w lodówce. Nasze domowe chaczapuri składa się zatem z ciasta, kurczaka, czerwonej kapusty, sosu tatarskiego i sosu z siekanych warzyw. Każdy z tych składników opiszę oddzielnie. Zacznę od kapusty i sosu paprykowego, ponieważ trzeba je przygotować dzień wcześniej. Sos tatarski kupiłam w sklepie, więc w przepisie go nie znajdziecie 😉

Fot. Adam Cisowski

Sos paprykowy: Obierz 3 ząbki czosnku i pół dużej szalotki. Pokrój je w bardzo drobną kosteczkę. To samo zrób z połówką czerwonej papryki. Ja używam tej dłuższej, ale niezbyt ostrej papryki. Dodaj łyżkę świeżej, pokrojonej kolendry, 4 łyżki oliwy, sok z połówki cytryny, szczyptę cukru, soli, pieprzu i słodkiej sproszkowanej papryki. Odstaw na całą noc do lodówki.

Czerwona kapusta: Gdy robiłam to danie, kupiłam małą kapustę i zużyłam tylko połowę. Jeśli lubisz kapustę, możesz przygotować więcej. Jest naprawdę pyszna i chrupiąca, zwłaszcza, gdy poleży przez całą noc „w marynacie”. Kapustę posiekaj lub zetrzyj na tarce (duże oczka). Dodaj 2-3 łyżki oliwy, 2 łyżki octu jabłkowego, sok z połówki cytryny, łyżeczkę cukru, łyżeczkę delikatnej musztardy, pół łyżeczki soli, pieprz oraz słodką paprykę w proszku. Przełóż do słoika lub pojemnika i trzymaj całą noc w lodówce.

Ciasto: Do kubka lub miski wlej pół szklanki letniej, przegotowanej wody. Rozpuść w niej 2 dag drożdży i pół łyżeczki cukru. Odstaw, aż zacznie fermentować. Do dużej miski przesiej 2 szklanki mąki pszennej, dodaj rozczyn i zacznij wyrabiać ciasto. Stopniowo dodawaj oliwę z oliwek, cały czas urabiając. Ja dodaję w sumie 8 łyżek oliwy. Z tych proporcji powinny wyjść dwa placki.

Kurczak: Dwie piersi z kurczaka pokrój w cienkie paseczki, dopraw ulubionymi przyprawami (u mnie papryka słodka, ostra, pieprz mielony z kolendrą, sól), podsmaż na oleju.

Fot. Adam Cisowski

Przygotowanie:

Ciasto podziel na dwie równe części (tak jak pisałam – z proporcji, które podałam wyjdą dwa średniej wielkości placki. Każdy z nich zajmie całą blaszkę, ale jeśli masz dwie blaszki, to możesz upiec oba placki jednocześnie). Z każdej części oderwij mniejszy kawałek, z którego później uformujesz boki chaczapuri.

Zacznijmy od pierwszego placka. Z większej ilości ciasta uformuj kształt przypominający rybę. Z mniejszej części ukręć boki, ułóż je na cieście, zadbaj by się połączyło, a później zawiń końcówki w supełek, tak jak na zdjęciu. Możesz naciąć boki lub zrobić w nich różne wzorki. Miejsce, w którym będziesz układać farsz, posmaruj dokładnie oliwą, a następnie wstaw ciasto do piekarnika rozgrzanego do 200 st. i piecz ok. 4 minuty. Wyjmij z piekarnika i ułóż przygotowane składniki. Ja zaczynam od sosu tatarskiego (gotowy, najczęściej kupuję Winiary). Na sosie tatarskim rozsmarowuję sos paprykowy. Na to układam kurczaka oraz kapustę i znów zapiekam. Tym razem ok. 6-7 minut w tej samej temperaturze. Po wyjęciu z piekarnika dodaję na górę ulubione „zielone” składniki, takie szpinak, szczypiorek albo rukolę oraz polewam obficie sosami: tatarskim i paprykowym. Ależ to jest pyszne! Spróbujcie i dajcie znać jak wyszło 🙂 Drużyna Puczichatsu 😉

 

Omlet syberyjski

Dziś, w porannym paśmie radia Chili Zet, opowiadałam o mojej książce „Jedzenie przyprawione lasem”. Razem z Dominiką Biegańską rozmawiałyśmy o pysznych, śniadaniowych przepisach. Mówiłam o ryżu z kokosem i owocami, kiełbaskach w glazurze z oleju sezamowego i omlecie syberyjskim, którego nie ma w książce, ale za to jest w nowej rubryce kulinarnej w Lounge Magazyn. Postanowiłam, że omlet musi wylądować na blogu, zwłaszcza, że poza normalnym przepisem, mam dla Was również filmik, przygotowany przez Adama Cisowskiego. Zdjęcia, jak zwykle, również są Jego autorstwa 🙂

Fot. Adam Cisowski

Dlaczego omlet syberyjski? Właściwie, w nomenklaturze kulinarnej, nazywany jest on omletem po serbsku (do jaj dodaje się ugotowane ziemniaki i śmietanę), ale podczas sesji zdjęciowej Adam nazwał go syberyjskim i tak już zostało. Jest sycący, pożywny i puszysty, w sam raz na kapryśną pogodę.

Jak go przygotować? Do miski wbij trzy jaja, dodaj łyżkę śmietany oraz dwa ugotowane ziemniaki (obrane i przepuszczone przez praskę). Dopraw do smaku solą, pieprzem, kurkumą i rozmarynem. Dokładnie wymieszaj i usmaż na patelni (dodając odrobinę oliwy).

Jak zrobić farsz? To już zależy od Was. Ten omlet lubi zarówno farsz mięsny, jak i warzywny. Ja usmażyłam (na oliwie) trzy ząbki czosnku, pięć pomidorków koktajlowych, pół czerwonej cebuli, pół małej cukinii (pokrojonej w półksiężyce) i dwie garści szpinaku. Pod koniec smażenia dodałam pół łyżki masła, łyżkę białego wina i zaczekałam aż odparuje. Na końcu doprawiłam solą i pieprzem.

Specjalnie dla Was, przygotowaliśmy krótki filmik z przepisem. Zajrzyjcie koniecznie!

Jajka na chmurce z papryką i parmezanem

Słyszeliście o jajkach na chmurce? Tzw. cloud eggs opanowały Instagrama i inne media społecznościowe. Zazwyczaj z rezerwą podchodzę do takich  wynalazków, ale spróbowałam i muszę przyznać, że są są rewelacyjne. Zwłaszcza, gdy doda się do nich parmezan i zioła. Chmurka to nic innego jak ubita na sztywno piana z białek, którą zapiekamy w piekarniku. Pod koniec pieczenia dodajemy żółtko. Spróbujcie!

Szybki przepis:

Piekarnik rozgrzej do 200 stopni. Ubij białka, a następnie dodaj ulubione przyprawy, zioła lub ser. Ja na białka z 3 jaj dodałam łyżkę parmezanu, sól, pieprz i szczyptę mielonej papryki.

Blachę wyłóż papierem do pieczenia, uformuj chmurki, zostaw miejsce na żółtko. Najpierw zapiecz białko (ok. 3 min.), a pod koniec pieczenia dodaj żółtko i zapiekaj jeszcze przez chwilę (ok. 3-4 minuty). Niektórzy wolą bardziej przypieczone, inni mniej. Poniżej moje ulubione połączenie, czyli foccacia, majonez, trochę rukoli, jajko na chmurce i „sałatka” z buraków, fety, pestek z dyni i balsamico.

Fot. Aga Żelazko

 

 

 

Kurczak z białą rzodkwią, masłem i winem

Seler i biała rzodkiew? Ja wiem, że to nie brzmi najlepiej 😉 Kiedyś nienawidziłam selera, zwłaszcza naciowego. Dziś jest podstawą mojego gulaszu i innych dań. Jakiś czas temu odkryłam, że biała rzodkiew jest przepyszna także na ciepło, zwłaszcza, jeśli piekę ją z masłem i białym winem. Kurczak, którego dziś proponuję jest winny, maślany (tak – dodaję do niego ponad pół kostki masła), rozpływający się w ustach. Jego przygotowanie trwa 2 godziny, a wśród warzyw są też ziemniaki, więc jeśli nie wyobrażacie sobie obiadu bez kartofli, tym razem nie będziecie musieli gotować ich oddzielnie. Na końcu wpisu znajdziecie również przepis w formie filmiku! Zdjęcia i produkcja: Adam Cisowski.

Składniki:

  • Kurczak zagrodowy
  • 5 dużych ziemniaków
  • 4 czerwone cebule
  • 1 biała rzodkiew
  • 4 łodygi selera naciowego
  • 1 marchewka
  • 5-6 ząbków czosnku
  • 1/2 kostki masła
  • 1/2 butelki białego wina (półsłodkiego)
  • Sól, pieprz, zioła prowansalskie

Przygotowanie:

Ziemniaki obierz, pokrój w ćwiartki. To samo zrób z cebulą. Rzodkiew i marchewkę pokrój w półksiężyce lub krążki. Do brytfanki przełóż wszystkie warzywa, dodaj 5-6 ząbków czosnku (całego lub w połówkach), posyp solą, pieprzem, ziołami prowansalskimi. Kurczaka naszpikuj masłem (wkładając kawałki masła pod skórę w różnych miejscach), ułóż na warzywach, posyp solą, pieprzem i ziołami. Na górze ułóż jeszcze trochę masła. Całość podlej białym winem (pół butelki lub więcej) i wodą. Piecz w temperaturze ok. 200-250 st. przez ok. 1,5h, a później zajadaj się bez umiaru 🙂 Smacznego!

 

Witaj 2018!

Muszę przyznać, że rok 2017 był przełomowy. Wcześniej wydawało mi się, że mam poukładane życie. Własna firma, fajni klienci, dobrzy pracownicy. Wszystko zmieniło się, gdy pewnego dnia wysiadłam z samochodu w maleńkiej mazurskiej miejscowości Piersławek. Rozejrzałam się wokół, zaczerpnęłam świeżego powietrza i zakochałam się. Wychowana niedaleko Bieszczad, nagle odkryłam Mazury: małe miejscowości, lokalne przysmaki, piękne jeziora, pomosty i ciągnące się lasy. Muszę przyznać, że miałam dobrego Przewodnika. Opowiadał mi o drzewach, zwierzętach i okolicach, a ja chłonęłam jak gąbka. To właśnie tam, na Mazurach, powstała nasza książka „Jedzenie przyprawione lasem” oraz blog, którego właśnie czytasz. To był początek niesamowitej kulinarno-fotograficznej przygody! Statek nie byłby jednak statkiem, gdyby nie płynął dalej.

Co planuję w 2018 roku?

  • Pracujemy nad kolejną książką o roboczym tytule GAR. Znajdą się w niej przepisy na dania jednogarnkowe, jednopatelniowe oraz przysmaki z kociołka. Do tego mnóstwo porad na temat drewna, ziół, dziczyzny oraz samego kociołka (jego wypalania i użytkowania). Mam nadzieję, że zarówno w książce, jak i na blogu „zapachnie” lasem i pysznym jedzeniem
  • Zaprosimy Was na Leśne Warsztaty Kulinarne, podczas których będziecie gotować na świeżym powietrzu, pod mazurskim niebem. W programie znajdą się też wycieczki po okolicznych lasach, przygotowywanie jedzenia m.in. z dziczyzny, kasztanów, igiełek świerku, smakowanie pyszności z kociołka i śpiewanie przy ognisku. Kalendarz warsztatów opublikujemy w marcu. Zapewnimy też noclegi, ubezpieczenie, a dla tych, którzy potrzebują – dojazd na miejsce
  • Jak zapewne wiecie, Autor zdjęć do mojej książki – Adam, robi piękne krążki z drewna i inne cuda. Ja z kolei zakupiłam właśnie lutownicę. Zamierzam poszaleć i wyżyć się artystycznie na drewnianych krążkach i innych elementach. Mam nadzieję, że moje (uśpione od lat) talenty ze szkoły plastycznej i zajęć na ASP jakoś się obudzą 😉

Planów jak zwykle jest dużo, zobaczymy jak będzie z realizacją 😉 Znacie to powiedzenie? Wystarczy zjeść dobry kawałek mięsa, żeby mieć dużo siły. I tego będę się trzymać!

Fot. Adam Cisowski